W piątek po Bożym Ciele udało się nam (wreszcie) wybrać na wycieczkę rowerową.
Co prawda od rana było chłodno, ale czy to nam przeszkadzało? Chyba nie.
A patrząc na Ewę, można stwierdzić, że było nawet ciepło.
No kiedy wreszcie ruszymy?
Do startu... gotowi...
Tym razem wycieczkę prowadziła Magda
z Ewą,
a tyłu pilnował Dominik
z Maćkiem. Spisali się znakomicie.
Zaraz, zaraz, ten rower wydaje się być dziwnie znajomy. Czyżby spadek po starszej siostrze?
Dotarliśmy znowu do ruin zamku w Złotorii. Oczywiście mury musiały zostać zdobyte.